Psychologia jest jak Pilates

Jakiś czas temu napisałam artykuł o tym, po co jest psychologia. Próbowałam w nim pokazać, że psycholog to nie tylko terapeuta i że psychologia zanim zacznie pomagać we wprowadzaniu zmian, najpierw opisuje, wyjaśnia i przewiduje. Najczęściej jednak psycholog kojarzy się z kimś od pomagania i to od pomagania ludziom, którzy mają Naprawdę Wielkie Problemy. My, normalni, jakoś-sobie-radzący nie mamy tam czego szukać. To się na szczęście zmienia, coraz więcej osób odważa się szukać pomocy. Osoby w kryzysie, zmagający się z depresją częściej niż jeszcze kilka lat temu trafiają na terapię. Wydaje mi się jednak, że nadal związane jest to z jakimś tabu, wstydem, zakłopotaniem.
Teraz będzie dygresja. Od ponad roku ćwiczę Pilates. Zmotywował mnie bolący kręgosłup, ale okazało się, że oprócz poprawy samopoczucia i tego, że z łóżka rano wstaję a nie się zczołguję, zmieniło się coś jeszcze. Zyskałam świadomość swojego ciała. Dowiedziałam się o istnieniu mięśni, o których nie miałam pojęcia (szczerze mówiąc, z moja kondycją i niechęcią do jakiegokolwiek wysiłku fizycznego nie wiedziałam, czy w ogóle mam jakieś) i nauczyłam się je świadomie aktywować. Oczywiście nie znam jeszcze nazw wszystkich swoich mięśni, ale czuję ich pracę. Dziś na przykład rozciągałam napinacze powięzi szerokiej. Wiecie, że macie coś takiego? Instruktorka nie tylko pokazuje ćwiczenia, ale mówi nam, które mięśnie biorą udział w konkretnym ruchu, jak to wpływa na funkcjonowanie kręgosłupa i całego ciała. Pomaga mi to w codziennym życiu zachować prawidłową postawę. Nabrałam dobrych nawyków dotyczących na przykład siedzenia czy stania.
Jak ma się Pilates do psychologii? Tak jak trener czy fizjoterapeuta ma wiedzę na temat funkcjonowania ciała, zachodzących procesów i możliwości wpływania na nie, tak psycholog zna się trochę na ludzkiej psychice. Pomaga nazywać emocje, postawy czy przekonania jakie mamy. Pomaga wyrabiać dobre nawyki, lepiej sobie radzić w codziennym życiu. Żeby skorzystać z tej pomocy można być całkiem normalnym. I jednocześnie zupełnie wyjątkowym, jak każdy z nas 🙂
W mojej Pracowni Psychologicznej nie ma kozetki. Są krzesła, miękkie poduchy i kawa. Nie prowadzę terapii, nie wystawiam recept (od tego zresztą jest psychiatra, a to zupełnie inny zawód). Pomagam spojrzeć na siebie, na swoje emocje, decyzje, przekonania z innego punktu widzenia. Pomagam spojrzeć tak na innych ludzi – partnerów, dzieci, innych bliskich. Wspieram w tworzeniu dobrych nawyków. Pokazuję, że małymi krokami można zmienić wiele.
Zapraszam na warsztaty i spotkania indywidualne.

Kubuś Puchatek też zaprasza.

No Comments

Leave a Comment